wiedziałam, że zbyt częste wizyty u matki dobrze skończyć się nie mogą. jak się nie pojawiam, to płacze i wypomina, że nie zaglądam, że zapominam, że jak tak mogę... w końcu mam AŻ trzy kroki... a jak się pojawiam? jak się pojawiam, to też źle, bo jak za często, to za dużo spięć się robi.
tylko pytanie - czemu, jak chce się ze mną pokłócić, wybiera sobie preteksty stricte żywieniowe? już raz miałyśmy spięcie o ogórki. i nie odzywałyśmy się przez tydzień. dzisiaj przeszła na wyższy poziom - ryba. piątek w końcu... sic!
nie zamierzam przepraszać.

jestem zmęczona. boli mnie głowa. boli mnie wszystko. nie pogardziłabym sprawnymi raczkami dobrego masażysty.
mam szatański plan poprawienia sobie humoru jutrzejszymi zakupami.
już tylko marzę o łóżku. może chociaż raz się wyśpię...
Name:


Komentarze: