wydawało mi się, że bez dowodu osobistego można żyć i nadal jest się człowiekiem. pani z banku raczyła wyprowadzić mnie z błędu. żyć można. i człowiekiem też być można. pod warunkiem, że nie chce się przypadkiem niczego załatwić. bo jak się chce, to już się może okazać, że drogi człowieku chociaż jesteś i rozmawiasz, oficjalnie nie istniejesz... heh przecież ja nie mówię, że mamy bawić się w podpisywanie papierów na ładne oczy. ale skoro świstek potwierdzający zagubienie dokumentu mam, to właściwie w czym problem? ech tam. w każdym razie sprawa została wreszcie wyprostowana. za trzy tygodnie ponownie odczuję życiową pełnoprawność...

mówiłam już, że uwielbiam środy? chyba się powtarzam, ale tak, uwielbiam :-) zwłaszcza takie miłe, takie słoneczne i w najlepszym towarzystwie. lody były pyszne. a mini sesja wyszła całkiem przyzwoita. chociaż nie powiem, że przyszły pan młody cudnie nie podniósł mi ciśnienie... ale niech mu będzie. i mimo wszystko, aż sama jestem zaskoczona ostatecznym rezultatem :-)

pogadać, nie pogadać? nie wiem. znowu nie wiem.
i najwyraźniej znowu wymyślam sobie dodatkowe problemy. pomieszanie z poplątaniem. tak, nie umiem żyć, nie utrudniając sobie każdego kolejnego dnia heh
nie. ja zrobiłam swój ruch. teraz poczekam na reakcję...
Name:


Komentarze: