odliczanie rozpoczęte.

dziwne uczucie. pół roku temu, dwa miesiące temu, nawet miesiąc temu byłam jeszcze pełna zapału, radości i euforii myśląc o dniu, który nadejdzie jutro. dzisiaj najzwyczajniej w świecie czuję się przemęczona i już wcale na nic nie mam ochoty. no, na lody może. ale w sumie tylko może...

mam nadzieję, że do jutra zniechęcenie ustąpi miejsca dziecięcej radości i parkietowemu szaleństwu. oby. bo na razie tylko narasta przerażająca perspektywa totalnego niezorganizowania i braku czasu na wszystko. praca, zdjęcia, gość... zaczynam się bać, że się nie wyrobię. i co wtedy...?
Name:


Komentarze: