KSIEGA

ARCHIWUM

2008
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty



Blog.pl

design by gingery


powiedzieli sobie TAK


02.06.2008 :: 15:23 Komentuj (0)
i powieźli ich windą do nieba...

bosko. bosko. po trzykroć bosko.
dwa dni szaleństwa. najlepszy prezent na świecie. tysiąc zdjęć. i chociaż jestem potwornie zmęczona, niewyspana, wszystko mnie boli /stópki najbardziej/ i na dodatek wypadałoby wziąć się do pracy, czuję się przeraźliwie szczęśliwa. tak jakoś po prostu :)
chwilo trwaj, jesteś wieczna...

ku mojemu zdumieniu chyba spodobała mi się perspektywa nie-bycia-singlem. przypadkowa, trochę udawana i chwilowa, ale...
hm zastanawiające...


a w myślach...


06.06.2008 :: 09:52 Komentuj (1)
ludzie są podli. gdzie się człowiek nie ruszy, to i tak mu tyłek obrobią heh widocznie taka już ich podła natura. moje życie, moja sprawa. nikomu nic do tego. a zainteresowani niech się tą swoją zawiścią udławią...

mogę zamknąć drzwi, klucz wyrzucić i nie mogę Cię zapomnieć...
myślę. ciągle myślę i przestać nie mogę...


nie-do-wiary!


07.06.2008 :: 22:30 Komentuj (0)
nie wierzę, że to już koniec. za miesiąc o tej porze (oczywiście, jak
wszystko pójdzie zgodnie z planem) będę już panią inżynier... ostatnie
zajęcia za nami. ostatni egzamin (a przynajmniej mam taką cichą
nadzieję) także za nami. i tak jakoś pusto zaczyna się robić. cztery
lata minęły tak strasznie szybko... heh
dlaczego tak jest, że
wszystko co dobre, musi się kiedyś skończyć? ja wcale nie chcę, żeby
się skończyło! jeszcze nie teraz. nie teraz, kiedy zrobiło się tak
wspaniale...


biało - czerwoni


09.06.2008 :: 00:10 Komentuj (2)
no i dali d...
kibicka ze mnie co prawda taka, że potrafię odróżnić jedną drużynę od drugiej (bo panowie różne koszulki mają) i wiem, że piłka jest okrągła, a bramki oczywiście są dwie. pełen sukces. ale, jak się nie ma faceta, który jest zapalonym fanem piłki nożnej, to można to chyba jakoś wybaczyć :]
ale dzisiaj (właściwie już wczoraj) obejrzałam cały mecz. od gwizdka do gwizdka. i nawet raczyłam się podenerwowć, jak któraś ciamajda po raz kolejny potknęła się o własne nogi...
cóż. podobno jeszcze mamy dwie szanse. ale jakby nie było, dzisiaj chłopcy dali d...


leniwiec...


09.06.2008 :: 16:25 Komentuj (1)
jak mi się strasznie nic nie chce. strasznie!
tak dobrze szło i jakoś... zdechło :/ chyba wybiłam sie z rytmu. i niby niewiele mam do zrobienia. ale jak się komuś nie chce, to nie wiem jak bardzo by się starał i tak będzie z tego wielka lipa...

niech mi się chociaż w połowie tak chce,
jak bardzo mi się nie chce...


zgorzkniały babiszon!


11.06.2008 :: 20:43 Komentuj (0)
ostatnimi czasy intensywne myślenie mocno daje mi się we znaki. żeby chociaż jeszcze pożyteczne było, to nic a nic. siedzę przed tym cholernym kompem z dziesięcioma pootwieranymi okienkami różnych dziwnych tekstów, z których właściwie niewiele rozumiem i próbuję stworzyć jedną logiczną całość. tylko, że ciągle coś mi przerywa. a to ktoś 'wpadnie na chwileczkę'. a to ktoś zadzwoni. a to na gadu się odezwie. kurde... zwalam na innych, a sama wcale lepsza nie jestem...

wczorajsza wymiana poglądów tylko utwierdziła mnie w przekonaniu, że coś ze mną nie tak. fuck! pewnie, że na nic nie liczyłam i nie spodziewałam się cudów. ale... właśnie. to cholerne ALE! wrrr jestem zła sama na siebie. i chyba nie tylko na siebie. chociaż... wrrrr po prostu nie wiem, co o tym myśleć. kolejna niewyjaśniona do końca sprawa. może ja naprawdę jestem jakaś pechowa? a może to wcale nie jest pech, tylko czysta prawda. nie nadaję się do niczego...
/edycja po wycieczkowych przemyśleniach: kwestia niezainteresowania. i już. bez strat moralnych. kolejny rozdział zamknął się sam w sobie. a pamiątkowa płytka i tak jest fajna :-)/

pointa poniedziałkowego wieczoru: a. wyszła za mąż i myśli o dziecku. d. myśli o wyjściu za mąż, w dalszej kolejności o dziecku. z k. w sumie nigdy nic nie wiadomo, ale zawsze ma swojego prawie męża, więc w razie czego szybkie wesele się jakoś zorganizuje. a ja? a ja umrę, jako stara, zgorzkniała baba czepiająca się wszystkich i wszystkiego!

aha. i dostałam zaproszenie na wesele. obiecałam, że przemyślę.
problem w  tym, że naprawdę nie wiem, co powiedzieć...


z ukrycia...


12.06.2008 :: 19:47 Komentuj (2)
jestem okropna.
ukrywam się. dokładnie tak. po prostu udaję, że mnie nie ma.
zapomniałam, kiedy ostatnio wykorzystywałam takie manewry :/ chyba zachowuję się jak dzieciak. tylko, że naprawdę nie wiem, co powiedzieć. to moje cholerne niezdecydowanie...


panowie mimowie...


14.06.2008 :: 01:48 Komentuj (0)
poprawiny poprawin :-) a przynajmniej tak to nazwijmy. po raz trzeci obejrzałam płytkę z wesela. chyba niektóre fragmenty znam już na pamięć... i już mi zapowiedziano, że jutro /a właściwie to już dzisiaj/ projekcja nr 4... ma-sa-kra. ale nie powiem, całkiem milusia. zwłaszcza, że w najlepszym towarzystwie, na dodatek okraszona znieczulającą dawką alkoholu :] tak, to ja mogę oglądać, co tylko chcecie, z kimkolwiek chcecie, gdziekolwiek chcecie, ile razy chcecie :-)
wieczór zakończył się na oglądaniu opolowych debiutów. zgodnie stwierdziliśmy, że najlepsi byli... panowie mimowie, którzy nie śpiewając absolutnie nic a nic, zrobili prawdziwą furorę. swoją drogą, ten kto wymyślił tą choreografię, chyba nie do końca ma wszystko dobrze w główce poukładane... ale może to tylko my się nie znamy :-]
i na koniec pytanie za sto punktów: a można wysłać smsa na panów mimów...? :P

nie ma to jak chora koleżanka, która podobno już nie 'prądkuje' :) najpierw marudzi, żeby przyjść, bo umiera z nudów, a jak się już człowiek pofatyguje i nawet ściągnie ekipę wspomagającą, to jeszcze raczy marudzić... i to o co? że za dużo człowiek gada! nie rozumiem, nie pojmuję. widocznie to ta domowa cisza tak niekorzystnie wpływa... powiedzmy, że tym razem mogę wybaczyć :P

aha. i chowanie prawka pod stertę biurkowych papierzysków, pod które nota bene zaglądam tylko jak muszę /czyt. same spadają z biurka/, to wcale nieśmieszny żarcik...

P.S. jestem zawiedziona ostatnim meczem, który podobnie jak poprzedni ku własnemu zaskoczeniu obejrzałam w całości. boruc gwiazdą wieczoru. a za co był ten karny?! eh szkoda, że chłopcy właściwie jadą do domu, bo chociaż totalnie spaprali pierwsze pół godziny, gra była naprawdę ładna...


jedziemy na wycieczkę


15.06.2008 :: 01:30 Komentuj (0)
wycieczka do wawy. wpisy wzięte. praca oddana.
chwila prawdy za trzy tygodnie...
wycieczka do nowego miasta. totalne wynudzenie. masa głupich zdjęć.
bycie prywatnym taxi driverem czasami jest średnio fajne...
dziwny wieczór. bez alkoholowo. jakoś nijakoś.
a filmu i tak nie zrozumiałam...


życie na czekanie


15.06.2008 :: 16:07 Komentuj (0)
propozycja jest nieaktualna.
no i tyle...


ile jeszcze...?


16.06.2008 :: 22:09 Komentuj (0)
źle się czuję.
nie, nie. fizycznie wszystko jest ok. w miarę ok.
jestem wykończona psychicznie. praca, szkoła, warszawa, obrona, praca, życie, szkoła, łowicz, praca, warszawa, obrona, wnioski, podsumowania, zamieszania, niezdecydowania, praca, obrona, obrona, obrona... wkurza mnie baba od krajobrazu. czy ona nie może zrozumieć, że mamy obronę?! za 19 dni! nie mamy czasu na rekreacyjne jeżdżenie po wpisy, na które pani 'totalnie nieogarnięta' akurat nie ma ochoty, bo nie i k... już!!!!!!! wrrr

jestem przemęczona. tak naprawdę, naprawdę. nie mam chwili tylko dla siebie. nie mam chwili, żeby złapać oddech. głęboki oddech.
czasem to strasznie przykre, że nie ma się do kogo przytulić, usłyszeć bicie serca i wiedzieć, że niezależnie od wszystkich i wszystkiego i tak będzie dobrze... heh

ile jeszcze we mnie wiary,
ile jeszcze we mnie samej sił na nowe dni,
ile szans...?


umoralniające gadki


17.06.2008 :: 18:31 Komentuj (0)
mój szef czasami tak mnie wkurza, że trudno wyrazić to słowami, bo na usta cisną się tylko i wyłącznie same niecenzuralne wyrazy... heh
no kurde, biedny mały chłopczyk, którego trzeba pogłaskać po główce, bo nikt nie chce z nim gadać... ojoj ojoj, bo się wzruszę normalnie. w tym miejscu powinnam użyć tak dobrze znanego cytatu: "trzeba było nie odkładać robienia materiału na ostatnią chwilę!" teraz to się możesz tymi swoimi umoralniającymi gadkami udławić. już dawno przestały na mnie działać. aha. paranoja to jest to, co sam robisz, a nie to, jak ludzie zachowują się w stosunku do ciebie...

- cześć
- ...
/bardzo dziękuję. zajebiście miło/


wymiana poglądów


18.06.2008 :: 15:16 Komentuj (0)
- kurde, jak to jest, że człowiek musi tak długo pracować. powinno być sprawiedliwie. tyle samo czasu pracy, co odpoczynku, a nie cały dzień zapier...
- k., ale tak szczerze, to ile Ty się napracujesz? nie narzekaj. pijesz kawę, jesz kanapkę, ogólny spokój. więcej się dzisiaj nudzimy niż pracujemy. pomyśl o ludziach, którzy naprawdę zapier... w biedronce chociażby. ja nie chciałabym się zamienić.
- ale mam brudne dwa palce...
- ale się przejęłaś... ja tu się wysmętniam o biednych, ciężko pracujących ludziach, a Ty o brudnych palcach gadasz...
- nie pracuję w biedronce. nie będę się stresować kimś tam, bo nikt się mną nie stresuje...

tośmy sobie pogadały...


warszawskie (nie)ogarnięcie


19.06.2008 :: 23:23 Komentuj (0)
stolica zdobyta. praca właściwie gotowa do druku.
jeszcze tylko te cholerne wpisy... heh
będzie dobrze. musi być!


wcale nie myślę o jutrze


20.06.2008 :: 23:32 Komentuj (0)
cudny początek wakacji, których nie mam...
na samą myśl o weekendowej konieczności pracowania jestem zmęczona. ale mam wreszcie wolną sobotę. i stąd wziął się ambitny plan, żeby jutro posprzątać. wszystko co się da. i może przynajmniej zacząć to całe wieeeelkie drukowanie. a wieczorem może wreszcie uda nam się rozpracować tą zaległą flaszkę. może...


oko w oko


22.06.2008 :: 17:35 Komentuj (0)
ciekawe, kto bardziej będzie udawał, że się nie znamy...

* /5 godzin później/ tak. naprawdę jesteśmy w tym świetni.


masz rację, stawiasz kolację


23.06.2008 :: 20:47 Komentuj (0)
czasem nawet totalna wredota potrafi być miła,
więc w drodze wyjątku nie powiem \'a nie mówiłam\' :)

jak to się stało, nadal pozostaje dla mnie zagadką...
najwyraźniej ktoś ma do mnie pecha...
2:0 dla mnie... :-)


(pod)świadomie...


25.06.2008 :: 14:12 Komentuj (0)
zły czas na sen...
oj, takie głupoty to mi się już dawno nie śniły. obrona... heh dziesięć dni. całe dziesięć dni. tylko dziesięć dni. chyba podświadomie zaczynam się stresować, chociaż ciągle powtarzam sobie, że przecież nie ma czym... :-) łatwo powiedzieć, gorzej zrobić. będzie dobrze. musi być. koniec kropka.

no i przypadkiem pokrzyżowałam państwu plany.
jak mi strasznie przykro ]:-]


z zaskoczenia...


27.06.2008 :: 01:00 Komentuj (0)
'powodzenia. za pamięci...'

myślałam, że już nie jest w stanie mnie niczym zaskoczyć. a jednak...
a że najwyraźniej po pijaku, to już zupełnie inna kwestia.


warszawa


27.06.2008 :: 18:00 Komentuj (0)
korki, korki i jeszcze raz korki.
jak miło, że ktoś wymyślił klimatyzację...

dwa podpisy. dwa egzemplarze. szybka prezentacja.
wszystko pięknie, ślicznie heh okaże się...
osiem dni...


na wariackich papierach


28.06.2008 :: 19:30 Komentuj (0)
dzisiaj dla odmiany łowicz.
pięć tysięcy sprawy, które trzeba dograć i pozałatwiać. ale przynajmniej wreszcie udało się 'coś' ustalić. nie ma to jak porządna, babska organizacja.
obiad to chyba jednak dobry pomysł. przynajmniej będzie z klasą. po raz ostatni... uh

śni mi się śni... tylko po co? heh
potrzebuję chwili oddechu...


nocny raut


29.06.2008 :: 11:56 Komentuj (0)
genialny wieczór. dawno się tak nie uśmiałam.
zdecydowanie było mi to bardzo bardzo bardzo potrzebne...

zdążyłam zapomnieć, że o 3 nad ranem ptaki tak pięknie śpiewają... :-)


trzcina myśląca


30.06.2008 :: 12:02 Komentuj (0)
niesamowity weekend.
masa ludzi, śmiechu do łez, fochów, przeprosin, podziękowań, zaskoczeń, życzeń i całusów :) bardzo tego potrzebowałam.
bardzo bardzo bardzo

-------------------------------------------------------------

...opętani samotnością,

myślą swą szukają szczęścia...

czasami budzę się rano i myślę, że czas ucieka, a u mnie nic się nie zmienia. tik-tak, tik-tak... trwam sobie w dziwnym bezruchu. ani ruszyć ręką, ani nogą. od czasu do czasu mrugnę powieką, puszczę oczko i na tyle mnie stać. stoję i czekam. tylko na co? na kogo? a co będzie, jak 'ktoś' nie przyjdzie? przestoję to życie...?

--------------------------------------------------------------

5 days. new stage in my life. czy na pewno? jeśli nie zdecyduję się na magisterkę, to pewnie tak. a jeśli tak? niewiele się zmieni. kolejne weekendy w stolicy, której tak nie cierpię, bo czuję się w niej zbyt zagubiona. kolejne tygodnie przygotowań do zaliczeń, kolokwiów i egzaminów. tylko po co mi ten cholerny mgr? i tak to nic nie zmieni. mój kierunek ma się do pracy tyle, co piernik do wiatraka. a przecież teraz nie mogę wybrać już nic humanistycznego...

no to sobie pofilozofowałam...
skończyła się kawa. wracam do pracy... heh