KSIEGA

ARCHIWUM

2008
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty



Blog.pl

design by gingery


długi weekend


02.05.2008 :: 16:51 Komentuj (0)
rozpoczęłyśmy w doborowym towarzystwie jana III sobieskiego. chociaż osobiście wolę mandarynkowego. żurawinowy jest troszkę za słodki.
kolejny genialny babski wieczór. o czym mogą gadać trzy wariatki znieczulone dość znaczną ilością alkoholu? no jak to o czym - o dietach, facetach, chudnięciach, facetach, butach, facetach, imprezach, facetach, facetach, facetach... :-) zupełnie, jakby innych tematów nie było... ale co, jak co - i tak było super extra :) uwielbiam takie wieczory. chillout w najlepszym towarzystwie najlepszym lekarstwem na wszystkie większe i mniejsze smuteczki :-)

dzisiaj wolne. ale i tak byłam w pracy. tak pozałatwiałam wszystkie sprawy, że nadal nic nie załatwiłam. ale nic. nadrobi się w przyszłym tygodniu.
za to zmokłam. wręcz maksymalnie przemokłam. oczywiście parasol zabrałam. tylko zapomniałam, że mam o nim pamiętać... babcia zawsze mówiła, że w majowy deszcz się rośnie... akurat :-) gdyby tak było, to dzisiaj urosłabym co najmniej 20 centymetrów... :P
nawiasem, uwielbiam zapach deszczu

a teraz wracam do pisania pracy. czuję w kościach, że odnalazła się moja wena :] chociaż jeden podrozdział do przodu. zawsze zostanie mniej niż więcej...


względny spokój


03.05.2008 :: 17:46 Komentuj (0)
ktoś mnie wczoraj zapytał o serducho. ktoś mnie wczoraj zapytał o pozytywne zmiany. i co mogłam powiedzieć? względny spokój. tak po prostu.
zbyt długo bolało mnie to, co się stało albo jak kto woli nie stało. zbyt długo miałam poczucie winy, którego nie powinnam mieć. powoli układam sobie swój mały nieogarnięty świat. bez skomplikowania. bez metafizyki. bez zastanawiania się nad pierdołami, nie widząc prawdziwych problemów.
dzisiaj ostatecznie zamknęłam rozdział pt.: "pomyłka". wreszcie wykasowałam wszystkie smsy. i te jesienne, które przyprawiały o szybsze bicie serca i te zimowe, które już tak bardzo bolały...
tak, pozostała blizna. ale straconego zaufania już nigdy nie uda się odbudować. nie ma 'kiedyś'. i już nigdy nie będzie. i dawno nie byłam czegoś tak bardzo pewna.

jestem silna? wcale nie. jestem słaba, ale nie zamierzam pokazywać swoich słabości. nie, bo nie i już.


buty kontra...


04.05.2008 :: 19:00 Komentuj (0)
no i się rozpadało...

długi weekend, który tak miło się zaczął, tak jakoś bezwyrazowo się kończy. miałam tyyyyle planów. miałam. w czasie przeszłym niedokonanym.
sama w domu. lipna pogoda. nic mi się nie chce. telewizja wysiadła. po raz tysięczny słucham tych samych kawałków z playlisty ułożonej kilka tygodni temu. ale jest dobrze. zwyczajnie dobrze.

znalazłam buciki. na allegro. robi się ze mnie prawdziwe dziecko neo... ale fakt faktem, buciki są śliczne. dokładnie takie, jakich poszukiwałam. więc nad czym się zastanawiam? bo jak zwykle dylematy. a jak będą za małe? albo za duże? nie chce mi się po raz kolejny biegać po mieście, bo dobrze wiem, że i tak nic nie znajdę.
a tam. kto nie ryzykuje, ten nie ma. decyzja podjęta. kupić. najwyżej będę się bawić w zamianę numerków. /oby nie.../ :-)

no tak. ja tu się na butki zdecydować nie mogę, a co niektórzy obrączki wybierają... wreszcie. bo już czas był najwyższy :-) strasznie fajne uczucie tak cieszyć się czyimś szczęściem :-) i serio zastanawiam się czy chociaż na chwilę przez najbliższy rok przestaniemy żyć tym wielkim wydarzeniem. oj, chyba będzie ciężko... :-)


z(a)gubiona...


05.05.2008 :: 20:55 Komentuj (0)
wyruszyłam na poszukiwania zadupia. służbowy mus.
zgubiłam się. dwa razy. k...

P.S. cholerna królewna ze sztuczną inteligencją!
chyba powoli popadam w obsesję. ale nikt inny jakoś nie przychodzi mi do głowy...


w duecie...


06.05.2008 :: 16:55 Komentuj (0)
piękne ogarnięcie :)
to byłoby na tyle proszę państwa. znowu urlopuję :]

ku mojemu załamaniu zostałam odcięta od możliwości korzystania z bankomatu, bo niedobry pożarł mi przeterminowaną kartę :( no i teraz czy chcę czy nie, muszę wreszcie wyrobić ten cholerny dowód...

aha. i zrobiłyśmy furorę w radiu :D
nasz duecik jest najlepszy na świecie :P buhaha


silne postanowienie


07.05.2008 :: 11:25 Komentuj (0)
urlopuję. i sama nie mogę uwierzyć, że nie śpię od 8 rano...
straszne :-)

mam silne postanowienie odwiedzenia fotografa i wyprostowania sprawy dowodowej. może wreszcie znów oficjalnie zacznę na tym świecie istnieć...


pomieszanie z poplątaniem


08.05.2008 :: 16:09 Komentuj (0)
wydawało mi się, że bez dowodu osobistego można żyć i nadal jest się człowiekiem. pani z banku raczyła wyprowadzić mnie z błędu. żyć można. i człowiekiem też być można. pod warunkiem, że nie chce się przypadkiem niczego załatwić. bo jak się chce, to już się może okazać, że drogi człowieku chociaż jesteś i rozmawiasz, oficjalnie nie istniejesz... heh przecież ja nie mówię, że mamy bawić się w podpisywanie papierów na ładne oczy. ale skoro świstek potwierdzający zagubienie dokumentu mam, to właściwie w czym problem? ech tam. w każdym razie sprawa została wreszcie wyprostowana. za trzy tygodnie ponownie odczuję życiową pełnoprawność...

mówiłam już, że uwielbiam środy? chyba się powtarzam, ale tak, uwielbiam :-) zwłaszcza takie miłe, takie słoneczne i w najlepszym towarzystwie. lody były pyszne. a mini sesja wyszła całkiem przyzwoita. chociaż nie powiem, że przyszły pan młody cudnie nie podniósł mi ciśnienie... ale niech mu będzie. i mimo wszystko, aż sama jestem zaskoczona ostatecznym rezultatem :-)

pogadać, nie pogadać? nie wiem. znowu nie wiem.
i najwyraźniej znowu wymyślam sobie dodatkowe problemy. pomieszanie z poplątaniem. tak, nie umiem żyć, nie utrudniając sobie każdego kolejnego dnia heh
nie. ja zrobiłam swój ruch. teraz poczekam na reakcję...


nasza-klasa.pl


08.05.2008 :: 23:57 Komentuj (0)
super sprawa :-)
kiedyś spędzałyśmy razem całe popołudnia. potrafiłyśmy wracać ze szkoły oddalonej od domu 15 minut - grubo ponad dwie godziny. zawsze masa spraw do obgadania. a nie widziałyśmy sie... hm ponad trzy lata. rzucone w przelocie 'cześć' absolutnie się nie liczy.
nie miałam ochoty na to spotkanie. i absolutnie nie żałuję, że na nie poszłam :] teraz musimy zwerbować większą ekipę. koniecznie :-)

hm... wczoraj sama sobie powtarzałam, że czekam na ruch. proszę bardzo. mówisz - masz. maleńki co prawda, ale zawsze. a swoją drogą, jak on to robi... przecież nie czyta w myślach :-)
ale nie będę się upominać. nie ma mowy. moja cholerna teoria życia na czekanie...

mam nadzieję, że to tylko moja chora wyobraźnia.
bo jak znowu wyjdzie na moje, to się naprawdę wkurzę...


fotografka...?


09.05.2008 :: 15:41 Komentuj (0)
6/255 pełen sukces heh
zwłaszcza, że miała wybrać całe dwa :)
chociaż jak znam moją drugą koleżankę, to z takiej malutkiej serii, może wybierze jedno. może... i to pewnie jeszcze 'pan mąż' będzie musiał interweniować. chyba jeszcze głęboko się zastanowię, czy aby na pewno pasuje mi fucha nadwornego fotografa :-)
chociaż może to ona powinna się zastanowić czy chce, żebym nim była. zwłaszcza, że ktoś za wszelką cenę próbuje mi udowodnić, że absolutnie nie mam pojęcia o tym, co robię. jak miło. wielkie dzięki...

piszę. znowu piszę. i znowu mi się nie chce.
nie ma weny. nie ma pisania.
a najgorsze jest to, że nawet nie mam na czym się wzorować :( uh


dziwny sen...


10.05.2008 :: 14:56 Komentuj (2)
słonko świeci, a ja siedzę w domu i udaję, że się uczę.
tak, udaję, bo jakoś ta nauka średnio mi idzie...

nie wyspałam się. śnił mi się. znowu mi się śnili. oboje.
ona krzyczała. on nic nie mówił. jak zwykle. za to ja musiałam poczuć się bardziej skrzywdzona niż zwykle.
płakałam. we śnie. a już dawno zapomniałam, jak się płacze...


wawa


11.05.2008 :: 20:04 Komentuj (0)
mała dziewczynka w wielkim mieście, czyli
wycieczka do stolycy :)
5 z egzaminu
5 z ćwiczeń, czyli projektu, który na naszą zwariowaną trójkę, 100% wykonałam sama...

dzisiaj rządzę :-)


na obcasach...


12.05.2008 :: 23:39 Komentuj (0)
całe życie w szpilkach na książce telefonicznej...?

o nie. na książce to może jeszcze.
niekoniecznie telefonicznej.
ale chodzenie w butach na obcasach zdecydowanie
przekracza zakres moich kompetencji...

pointa dzisiejszego dnia:
uwielbiam swoje najwygodniejsze na świecie rbk :-)


obciąć palec...?


13.05.2008 :: 12:59 Komentuj (0)
no i przedobrzyłam.
tak wybierałam te swoje wymarzone buciki, że w końcu za małe wybrałam :( teraz będę się bawić w odmienianie. oby te nowe były dobre...

tak to jest, jak się wpada na genialne pomysły kupowania nieprzymierzanych butków (i to jeszcze na obcasie) na allegro. dziecko neo eh


nalot...


13.05.2008 :: 21:07 Komentuj (0)
- dzień dobry. czy państwo nie spożywają żadnego alkoholu...?

matko kochana. a miałam taką straszną ochotę powiedzieć panu strażnikowi miejskiemu, że właśnie zdążył się spóźnić... :-) no ale po co robić sobie dodatkowe problemy...
a swoją drogą. całe wakacje chilloutowaliśmy w plenerze i ani razu nikt nas nigdy o nic nie zapytał, ba nawet nie zatrzymał, o wylegitymowaniu nie wspomnę. a dzisiaj grzecznie sobie siedzimy na murach i tu nagle... ale pan miał dziwną minę. nie wątpię, że od razu skapnął się z kim gada... hihi

więcej takich milusich popołudni...


spacerkiem...


14.05.2008 :: 23:44 Komentuj (0)
zrobiłyśmy sobie maleńki, babski wypad spacerowy. na łąki. zaosiedlowe łąki. w sumie to nie znam tych terenów. byłam tam dwa razy. w zupełnie innym towarzystwie. z zupełnie innych powodów...
dziwna myśl. chodzić tam z kimś, kto był bliski, a dziś idąc zupełnie nie myśleć o tym, co było i z kim było, a o tym, co będzie i z kim będzie. albo nie będzie w sumie. uh czy może mi zależeć na kimś, kogo tak naprawdę w ogóle nie znam? i czego tak naprawdę oczekuję? nie wiem. po prostu nie wiem... czasem sama siebie przerażam. dlaczego dla mnie nic nie może być białe albo czarne? po cholerę wymyślam sobie te szarości? po cholerę szukam najmniejszych śladów koloru? chciałabym podchodzić do wszystkiego tak bezstresowo, jak co niektórzy. zwłaszcza pewien pan...

on jednak czyta w myślach. kiedy ja po raz kolejny zbierałam się, żeby jakoś zagadać, on po prostu napisał, zaczął od pogody i zupełnie naturalnie nawiązał do głównego tematu, którym w tym momencie chyba oboje jesteśmy zainteresowani... /fragment. żebym pamiętała o tym jego prostym, męskim zdecydowaniu/

- rozumiem, że jeszcze się nie rozmyśliłeś...
pan: jak to?
- ale co?
p.: przecież już wszystko zostało umówione
- tak...?
p.: a nie?
- to kiedy mam się Ciebie spodziewać? w piątek?
p.: a jak wolisz? mogę być i w piątek :-)
- dla mnie możesz być i w poniedziałek :-) jeśli wytrzymasz ze mną tak długo...
p.: no tak. ale nie wiem, jak wytrzymasz moje chrapanie... ostatnio mnie wybudzałaś :P:P:P
- obiecuję, że nie będę. mam drugie łóżko... :P
p.: ej, to nie fair...


cieżki powrót...


15.05.2008 :: 13:52 Komentuj (1)
cudowny powrót do pracy. cudowny k...
m. chyba się za mną nie stęsknił. o jak mi k... przykro!
bo się pan redaktor musiał napracować... akurat!
fajnie, że spier... co mógł i jeszcze nic k... nie napisał!
k... k... k...!!! wrrr


nie kłam kochanie...


16.05.2008 :: 23:00 Komentuj (0)
wstałam bladym świtem. służbowo pospacerowałam. wypiłam trzy kawy. naprawiłam drukarkę. podrukowałam. poszłam na słonko. zgubiłam dokumenty. odnalazłam dokumenty. wystawa. lody...

a.: zróbmy coś spontanicznego!
ja: hm... ale co?
a.: chodźmy do kina!
ja: ale spontan...

poszłyśmy do tego kina. na 'nie kłam kochanie', bo tylko to grali. najszybsza w świecie recenzja:

a.: film był debeściarski, prawda? :D
ja: koleś był debilem...
a.: chyba nie powinnaś tego jednak oglądać, bo źle na ciebie podziałało. ostatecznie znienawidziłaś męski ród :]
ja: koleś był debilem...
a.: ale za to jaki słodkim :P ;P :P


radość życia


17.05.2008 :: 23:14 Komentuj (0)
dzisiaj wszystko jest bliżej

jeszcze tylko dwa tygodnie. a ja załatwiłam sobie cudowną przepustkę na wolną, wyspaną sobotę. przepraszam, że musiałam nieco naciągnąć rzeczywistość, ale a. jest prawie, jak siostra, której nie mam, więc kłamstwo uznam tylko za maleńką koloryzację dla dobra wspólnego. egzamin totalnie bezstresowy i totalnie przegadany. dawno tak się nie ucieszyłam z faktu, że jestem potrzepaną gadułą. i strasznie miło usłyszeć, że ktoś życzy dużo szczęścia, bo 'w pani jest taka otwartość, taka radość życia'...

swoją drogą, ciekawe czy ta 'otwartość' na najbliższe dwa tygodnie mi zostanie. tym razem nie będziemy gadać o mojej pracy, moim mieście i perspektywach wydawniczych, więc już tak łatwo nie będzie...
nie. nie przejmuję się. wręcz przeciwnie. niemniej jednak niedoinformowanie (podobno tylko jednostronne!) powoli zaczyna mnie irytować. kiedy spontan, to spontan. ale czasem mile widziany byłby również konkret. a może wbrew pozorom, po prostu wcale nie jestem jedyną osobą, dla której ta cała sytuacja nie jest bezstresowa? przecież ja też nie okazuję tego wprost...


najszybszy w mieście


18.05.2008 :: 23:30 Komentuj (0)
sposób 'na córeczkę tatusia' zawsze działa :-)
pierwsza trasa bez kontroli. one by one
mała dziewczynka i wielka moc. lubiem... :]


pantofelki...


19.05.2008 :: 20:50 Komentuj (0)
no i przyszły sobie. zamienione.
i znowu nie ten rozmiar. tym razem ciutkę za duże heh
ale i tak są śliczniusie :-)

pantofelek znaleziony. będzie kopciuszek...?


ludzka niewiedza


20.05.2008 :: 13:55 Komentuj (0)
podaruj mi trochę słońca...

od rana marznę. pomysł z japonkami był zdecydowanie nie na miejscu, żeby nie powiedzieć głupi. ale tak ładnie świeciło słonko... cóż, człowiek jest tylko człowiekiem. pomylić się może. i będzie miał nauczkę, żeby następnym razem spojrzeć przed wyjściem na termometr...

tłumy w redakcji
a.: dlaczego ci ludzie nie wiedzą, że dzisiaj jest środa a nie wtorek?!
- bo dzisiaj jest wtorek...
a.: o kurcze...


nie będę julią...


21.05.2008 :: 14:38 Komentuj (0)
wierną na balkonie,
nie będę julią nawet w snach,
nie będę julią, to mi nie pasuje...

jestem podłą suką.
ale mam dość patrzenia na coś, co mi się nie podoba bez komentarza. w sumie to nie moja sprawa, więc jednak lepiej trzymać język za zębami i się nie wtrącać. tylko, że naprawdę mogłabym mieć problemy z powstrzymaniem się... po prostu wolę nie widzieć i wyjątkowo pomilczeć, żeby nie sprawić dodatkowego bólu. nie o to przecież chodzi...


procesyjnie...


22.05.2008 :: 13:18 Komentuj (0)
gdzie jest słonko, kiedy śpi...?

powinnam już dawno wyjść.
ale tak bardzo bardzo bardzo nie chce mi się dzisiaj wychodzić uh
a przecież zawsze jest czas żeby się spóźnić...

małomiasteczkowe tradycje.
to straszne, że jak normalni ludzie mają wolne, to my zawsze musimy pracować. buuu

idę...


bez_sens


22.05.2008 :: 20:57 Komentuj (0)
i kto powiedział, że wszystko jest bezsensu...?

dzisiaj JA

chyba to prześpię. o ile tak wcześnie usnę...
dobranoc


na ratunek...


23.05.2008 :: 21:04 Komentuj (0)
pani Goździkowa - na pomoc! popękała mi głowa...

jak mnie wszystko boli...
chociaż już nawet nie wiem, co mnie tak naprawdę boli :(

wracam pod kołderkę...


panieński...


24.05.2008 :: 23:42 Komentuj (0)
bosko. po prostu bosko :-)
improwizowany wieczór panieński udał się w 100% ]:-]
niespodzianka była, wino było, bosko było...

przecież po to są przyjaciele, żeby panna młoda w ostatnią sobotę swojego panieństwa pod żadnym pozorem nie siedziała sama ;-)


pospacerkowo...


25.05.2008 :: 20:20 Komentuj (1)
właśnie.
zdrowe powietrze pozytywnie wpływa na zdrowe relacje.
i niech tak pozostanie...


tak przed końcem :)


27.05.2008 :: 15:18 Komentuj (0)
15:17
na niespełna godzinę przed oficjalnym końcem pracy -
jestem po pracy :]
czy dzisiaj naprawdę jest wtorek?! :) jupi
w końcu raz nie zawsze...


cała polska...


28.05.2008 :: 16:38 Komentuj (1)
...czyta dzieciom
i my również dzieciom dzisiaj poczytałyśmy :-) a co!

przedszkolaki są najkochańsze na świecie :P


ja i literki


28.05.2008 :: 23:30 Komentuj (0)
zmęczona...
pokonał mnie milion literek i dwie setki zielonych serwetek...
bolą palce. ale pełna radość z dobrze wykonanej pracy :-)


przyjaciel potrzebny od zaraz


29.05.2008 :: 23:53 Komentuj (0)
wielkiego strojenia ciąg dalszy. palce nadal bolą i zmęczenie zaczyna dawać o sobie znać. ale z drugiej strony to taki miły rodzaj zmęczenia, jak po całonocnych szaleństwach na parkiecie. szaleństwach, które nota bene wciąż przed nami... :)

z drugiej strony czasami aż ciężko uwierzyć w to, jacy ludzie potrafią być przykrzy... dziewczyna wychodzi za mąż, denerwuje się samym ślubem, a jeszcze dodatkowo musi się denerwować, że nie ma kto jej pomóc. najbliżsi po prostu olali sprawę. szok i brak słów...

podtrzymuję swoją wersję zdarzeń -
na szczęście niektórzy zasłużyli na to, żeby mieć przyjaciół...


godzina zero


30.05.2008 :: 16:07 Komentuj (0)
odliczanie rozpoczęte.

dziwne uczucie. pół roku temu, dwa miesiące temu, nawet miesiąc temu byłam jeszcze pełna zapału, radości i euforii myśląc o dniu, który nadejdzie jutro. dzisiaj najzwyczajniej w świecie czuję się przemęczona i już wcale na nic nie mam ochoty. no, na lody może. ale w sumie tylko może...

mam nadzieję, że do jutra zniechęcenie ustąpi miejsca dziecięcej radości i parkietowemu szaleństwu. oby. bo na razie tylko narasta przerażająca perspektywa totalnego niezorganizowania i braku czasu na wszystko. praca, zdjęcia, gość... zaczynam się bać, że się nie wyrobię. i co wtedy...?


maleńki stresik...


31.05.2008 :: 11:17 Komentuj (1)
7:28
przeraźliwe dryyyyyyyyyyyy!!!

- słucham...
a.: obudziłam Cię?
- mhm...
a.: jesooo, bo to się nic nie uda!
- co się nie uda...?
a.: wszystko!!!
- aha. a co poza tym?
a.: umieram!
- jak to?
a.: zrobiłam te cholerne paznokcie i teraz umieram! nic nie mogę zrobić. i w ogóle jak w tym można normalnie funkcjonować?!!!
- mówiłam, żebyś zrobiła wcześniej...
a.: aaaaa! nic się nie udaje! nie wyspałam się. jestem zmęczona. umieram! umieram!
- nie umieram. rób się na bóstwo. będzie dobrze.
a.: no jak tak mówisz... to ja zadzwonię później... buziaki

* a. - panna młoda w maleńkim przedślubnym stresiku