nieobecna obserwatorka
01.03.2008 :: 17:13
Komentuj (0)czasami jedno słowo pociąga za sobą lawinę zdań. lawinę, która płynie i nic nie jest w stanie jej zatrzymać. tylko ja nie zawsze mam ochotę mówić. i coraz częściej nie mam ochoty słuchać. boję się polemiki? nie. wręcz przeciwnie. zawsze ją uwielbiałam. tylko czasem brakuje mi na to wszystko sił. po prostu.
człowiek, to niezwykła istota. uwielbiam siedzieć sobie przy stoliku, w pociągu, na ławce w parku i... obserwować ludzi. ukradkiem. tak, żeby nie wyczuli mojej obecności. nie chcę podsłuchiwać. tylko obserwuję. matkę, która przytula swoje zapłakane dziecko, chłopaka, który czule otacza ramieniem idącą obok niego dziewczynę, staruszka ukrywającego się przed światem za rozłożoną gazetą. gesty tak mało znaczące, a mówiące tak wiele. zawsze wiedziałam, że gestem można powiedzieć znacznie więcej, niż słowem. słowa są puste. i same w sobie, tak naprawdę nic nie znaczą. a gesty? gesty tak. wierzę w nie. dlaczego? bo większość z nich jest niezależna od nas. a skoro niezależna - to tak bardzo prawdziwa...
wiem, że gesty można wyćwiczyć. wiem... cholerne wyrachowanie. dlatego tak uwielbiam dzieci. one są tak bardzo prawdziwe. tak bardzo kochane. tak bardzo ufne. mówią dokładnie to, co myślą. spontanicznie. bez zastanawiania się nad tym, co wypada, a co nie. kiedy chcą się rozpłakać, robią to. kiedy chcą się przytulić, natychmiast czujesz to cudowne ciepło. czasami znów chciałabym być dzieckiem...
gdzie jest granica?
01.03.2008 :: 21:19
Komentuj (0)obejrzałam dzisiejszą tvn-owską "Uwagę!". po materiale nie wiedziałam, co mam myśleć. poczułam się dziwnie ogłupiona. jakoś zaskoczona. zaskoczona moją własną myślą, pierwszą, jaka mi się nasunęła - ludzie robią szopkę ze śmierci...
rozumiem, że rodzina chce wyjaśnić sprawę zagadkowej śmierci kogoś bliskiego. rozumiem, że nie wierzą w wersję o samobójstwie. rozumiem, że chcą odnaleźć potencjalnych zabójców. ale czy naprawdę myślą, że wszystko uda się załatwić za sprawą telewizji!? jakiś magiczny środek? NIE. ujęcia płaczącej matki pochylającej się nad stojącą w domu trumną syna, brat opisujący jego obrażenia, patrzący na ciało... czy to wszystko ma sprawić wrażenie, że przekaz i sama historia będzie prawdziwsza? to ja dziękuję bardzo za taką prawdziwość! czy ludzie naprawdę nie mają już żadnej granicy własnej prywatności...?! zabrakło mi słów...
cholerna bigbrotheryzacja życia!!!
rodzinny subiektywizm
02.03.2008 :: 21:37
Komentuj (0)z życia wzięte. uwielbiam rodzinne imprezy... :-)
G.: rewelacyjnie wyglądasz.
ja: taaaa jasne.
A.: nie jasne, tylko serio, serio. normalnie promieniejesz... :)
ja: hm... ja nie widzę żadnej różnicy.
ciocia: naprawdę świetnie wyglądasz. schudłaś.
ja: mhm. chyba w uszach...
ciocia: zakochałaś się?
ja: nie
(...) 5 minut wcześniej
babcia: dziecko, jak Ty źle wyglądasz. bieda z nędzą. Ty w ogóle coś jesz...?
ja: dzięki babciu...
poniedziałek
03.03.2008 :: 10:39
Komentuj (0)i skończyło się rumakowanie...
work it harder
make it better
do it faster
po godzinach...
03.03.2008 :: 16:35
Komentuj (2)
spadam…
pomiędzy zdania
w niedorzeczności
bez wahania
spadam…
chroni mnie wiara
niech będzie chwała Bogu
a w mojej duszy spokój
spokój...
trzy pytania do...
03.03.2008 :: 23:37
Komentuj (0)jaka jesteś?
hm... nie robię dobrego pierwszego wrażenia. nie zależy mi. albo mnie polubisz albo znienawidzisz. innego wyjścia nie ma.
czego nienawidzisz?
obojętności. obojętność bardziej boli. obojętność zabija. (nie)świadomie. bardzo powoli...
kogo nienawidzisz?
nikogo.
zasłużyliście. jesteście mi obojętni.
/obojętność --> patrz wyżej/
szybka pobudka
04.03.2008 :: 12:03
Komentuj (0)nastawiłam budzik. na 6:00.
budzik zadzwonił.
dobry budzik.
niedobry budzik.
nie budzić...
07:09 łaaaa zaspałam!
...
04.03.2008 :: 23:32
Komentuj (0)wiara nadzieja miłość
* niepotrzebne skreślić
czekoladowo
05.03.2008 :: 11:42
Komentuj (0)
wielki powrót zimy...? uh
za to miły początek dnia
podniesiony poziom cukru
I ♥
wedel :-]
u babci na imieninach
05.03.2008 :: 23:34
Komentuj (0)chciałam być kochaną wnuczką. wybrałam najładniejszego kwitnącego kwiatuszka, jaki był w kwiaciarni. pojechałam do babuni. nie żebym o imieninach zapomniała. po prostu, jak zwykle brakło czasu na wszystko... heh
co dostałam w zamian?
cukierka na osłodę. i wykład o życiu. nie, nie narzekam. miło posłuchać fajnych historyjek pt.: "Dawniej, to...". ale naprawdę mam serdecznie dość wysłuchiwania 'dobrych rad' odnośnie potencjalnego męża.
- kochanie, wiesz, że ja chcę dla ciebie jak najlepiej
- tak, wiem babciu
-ale spójrz na panią X., wybierała, przebierała i chciała bóg wie kogo. i co? została sama i teraz nie ma jej nawet kto szklanki wody podać. pamiętaj, że obiad gotuje się przed południem...
- no to ja jeszcze mam sporo czasu do tego południa :-)
- ale nie ma na co czekać (...) popołudniu, to będzie już tylko musztarda po obiedzie
- /brakło mi słów/ nie będzie tak źle babciu...
- oczywiście, że nie będzie. ale chciałabym doczekać twojego wesela.
- /dobra mina do złej gry. po raz drugi brakło mi słów/ spokojnie babciu, nasza rodzina jest długowieczna... :-)
szybkie pożegnanie. wyszłam /a może raczej uciekłam/ stamtąd.
musiałam. chciałam. po prostu musiałam.
pointa. ludzie, skupcie się przez chwilę. przestańcie mnie raczyć 'dobrymi radami'. przyjmijcie do wiadomości, że jestem sama. bycie singlem samo w sobie oznacza, że NIE MAM CHŁOPAKA - w takiej sytuacji - TRUDNO MYŚLEĆ O MĘŻU!
dziękuję za uwagę
wiosna
06.03.2008 :: 14:29
Komentuj (0)cieplejszy wieje wiatr... la la la
cieplejszy to on dzisiaj wcale nie jest, oj nie. zimniejszy, jak najbardziej. grunt, że nie pada. już jest dobrze. i już wreszcie czuje się nachodzącą wielkimi krokami WIOSNĘ. czekam z utęsknieniem... :-)
z tej okazji bez okazji, postanowiłam "coś" zmienić.
zrywam z wszechobecną czernią. i już...
samowystarczalność
06.03.2008 :: 22:36
Komentuj (0)nigdy nie wymagałam otwierania drzwi w samochodzie, podwożenia, odwożenia, puszczania przodem, pomagania, odgadywania myśli przed ich wypowiedzeniem, nadskakiwania na prawo i lewo... dla jednych norma. dla innych zbędna fatyga. zosia samosia? wcale nie. nie powiem, że nie jest to miłe. w umiarkowanej ilości, nie prowadzącej do próżnego przyzwyczajenia. nauczyłam się samowystarczalności. dawno temu. strasznie przydatna umiejętność. i właściwie ma tylko jeden minus. strasznie trudno się jej oduczyć...
jak to jest być singlem? zupełnie normalnie.
tak naprawdę wszystko
działa w dwie strony. pary czasami mają dość siebie nawzajem. ja
czasami mam dość samotności.
czasami...
kawa
07.03.2008 :: 09:45
Komentuj (0)niektórzy twierdzą, że kawa rozpuszczalna, to nie kawa.
a ja ją uwielbiam. najlepiej białą. aromatyczną.
i koniecznie słodką.
weekend
10.03.2008 :: 09:51
Komentuj (0)w trasie
dzień kobiet. kwiatowa niespodzianka :-) przez tą długą, niedobrą zimę zapomniałam, jak miło spożywa się napoje wysokoprocentowe w plenerze...
dlaczego pechowo znowu ja? szlak trafił nowiutki kołpak. wcale nie było za szybko!
ojciec mnie nie zabił, bo miał gości. i ku zdziwieniu memu, jeszcze zatrudnił jako 'prywatnego' taxi drivera :)
spacer przez gadu...? :] hihi
cudownie improwizowana parapetówka :D
poniedziałek.
pełen sukces - nie zaspałam. work.
skończyło się rumakowanie... heh
jak dziecko we mgle
10.03.2008 :: 23:41
Komentuj (0)dzisiaj znów ktoś chciał mi udowodnić, że jestem naiwnym dzieckiem - za głupim, za młodym, za niedoświadczonym, żeby znać się na życiu. czy dziesięć lat to duża różnica? czy fakt dziennego studiowania, posiadania rodziny i kilku nazw różnych dziwnych firm wpisanych w cv pozwala człowiekowi czuć się dobrym ojcem, który wie o życiu więcej i musi się tą wiedzą koniecznie podzielić z kimś innym?
moja odpowiedź - NIE. jestem wulgarna? nie. mam jednego ojca. i wystarczy. reszcie tanich podróbek jeszcze raz
mówię stanowcze, asertywne nie. za opiekuństwo duchowe również bardzo dziękuję. mam własny system wartości.
mówię wam, co myślę i co czuję, a wy nie słuchając mnie, na każdym kroku próbujecie mi udowodnić, że nie mam racji. sorry. nie przekonacie mnie, że wiecie lepiej. ja też mam prawo nie słyszeć waszych argumentów. życie to nie bajka? może wasze nią nie jest - przykro. ale pozwólcie mi wierzyć w moje cholerne bajki. pozwólcie mi żyć po swojemu w moim małym nieogarniętym świecie. sparzę się? i co z tego? w końcu to ja będę cierpieć. i to ja będę lizać swoje rany. z dala od zgiełku, wsłuchując się w długi, tak dobrze znany dźwięk samotności. a jak już mi przejdzie i pozbieram się w jedną całość, powiem że mieliście rację, że wiedzieliście lepiej. przecież o to wam chodzi, prawda...?
...jesteś lekiem na całe zło
i nadzieją na przyszły rok...
chcesz nim być? nie jesteś.
a ja? ja też nie...
straszny dzień
11.03.2008 :: 15:55
Komentuj (2)dlaczego, jak się wali jedno,
zaraz musi zacząć się walić coś innego?
nie mogę tego ogarnąć
czasem mam ochotę wziąć świat do ręki, zgnieść go, jak kulkę papieru i wyrzucić do najbliższego kosza. chociaż może nie. pogniecioną kulkę, zawsze łatwiej rozłożyć i wyprostować. lepszym wyjściem byłoby go totalnie spłaszczyć i włożyć do niszczarki. mniejsze prawdopodobieństwo, że ktoś wyjmie paski i zacznie je powoli, mozolnie sklejać.
tak mało czasu, a tyle do zrobienia.
niech ten okropny dzień się już skończy... uh
czerwone wino
12.03.2008 :: 10:10
Komentuj (0)...poranna kawa budzi, a minuty płyną
myśli ciążą bardziej niż wczorajsze wino...
czerwone. rewelacyjne. kojąco - znieczulające.
doskonałe antidotum na wczorajszy podły dzień.
tak bardzo nie chce mi się iść do pracy...
nocna walka
13.03.2008 :: 15:43
Komentuj (0)a miał być taki miły wieczór przed telewizorem...
położyłam się spać po drugiej. myślałam, że zmęczona zasnę zupełnie jak dziecko. wcale nie mogłam usnąć. zamykając oczy, wciąż widziałam tą czarną postać znoszoną po srebrnej drabinie...
myślałam, że zdążyłam się chociaż trochę uodpornić. a jednak wstrząsnęły mną wydarzenia wczorajszej nocy. chwila nieuwagi i budynek staje w ogniu. nocna walka z żywiołem. nigdy wcześniej nie byłam tak blisko...
co pamiętam? migające światła, tłum ludzi, snujące się wszędzie gęste kłęby dymu, nogawki mokre od biegania po strumieniach płynącej wody...
wcale nie. nie jesteśmy hienami, które żywią się ludzkim nieszczęściem. taka praca. obiektywne pokazywanie rzeczywistości. rzeczywistości, która nie zawsze jest miła, piękna i kolorowa.
a dzisiaj? dzisiaj cichej wojny z m. ciąg dalszy...
dookoła świata
14.03.2008 :: 16:10
Komentuj (0)pół dnia w trasie
ludzie, jak chcą, to potrafią być całkiem mili. i uśmiechnąć się można. i pogadać można. można? no można, można. tylko chcieć trzeba.
jestem z siebie dumna. piękne ogarnięcie. w sumie załatwiłam wszystko, co miałam załatwić. i niewiele zostało na poniedziałek. i nawet m. był miły i nie marudził. czyżby koniec wojny...?
może to będzie jednak całkiem przyjemny weekend...
wiesz, ile zjesz?!
14.03.2008 :: 22:38
Komentuj (0)wiedziałam, że zbyt częste wizyty u matki dobrze skończyć się nie mogą. jak się nie pojawiam, to płacze i wypomina, że nie zaglądam, że zapominam, że jak tak mogę... w końcu mam AŻ trzy kroki... a jak się pojawiam? jak się pojawiam, to też źle, bo jak za często, to za dużo spięć się robi.
tylko pytanie - czemu, jak chce się ze mną pokłócić, wybiera sobie preteksty stricte żywieniowe? już raz miałyśmy spięcie o ogórki. i nie odzywałyśmy się przez tydzień. dzisiaj przeszła na wyższy poziom - ryba. piątek w końcu... sic!
nie zamierzam przepraszać.
jestem zmęczona. boli mnie głowa. boli mnie wszystko. nie pogardziłabym sprawnymi raczkami dobrego masażysty.
mam szatański plan poprawienia sobie humoru jutrzejszymi zakupami.
już tylko marzę o łóżku. może chociaż raz się wyśpię...
wielkie porządki
15.03.2008 :: 21:31
Komentuj (0)...posprzątałam, odkurzyłam
wypolerowałam, wyczyściłam
podlałam, pościeliłam (...)
i się zmęczyłam...
wielkie porządki. WIELKIE. naprawdę. uf
oczywiście sprawdziła się stara zasada - zdążyłam umyć okna - zaczęło padać. oj dawno się tak nie nasprzątałam, jak dzisiaj... ale święta za pasem, wiosna za pasem, porządki mile widziane. wolny weekend wykorzystany na maxa.
w nagrodę - pół lampki czerwonego winka
zasłużyłam :-)
protest!
17.03.2008 :: 16:21
Komentuj (0)leje. dosłownie. i to chyba nawet deszcz ze śniegiem...
a ja się ubrałam w wiosenną kurteczkę. i wiosenne buciki założyłam. i wracając do domu późną nocą pewnie zamarznę. no dobra... przemarznę. i dostanę znienawidzonego kataru :( buuu
znowu wielki powrót zimy???
JA SIĘ NIE ZGADZAM!!!
i chociaż nic to nie zmieni, zdecydowanie tupię nogą na cały stary porządek świata!
źle, źle, jeszcze raz źle
18.03.2008 :: 17:29
Komentuj (0)w takim razie, co jest dobrze?! pogubiłam się...
nie jestem chłopcem do bicia. nie będę pokutować do końca życia za coś, czego tak naprawdę nie zrobiłam.
tak. zabolało. najwyraźniej wbijanie kolejnych szpilek i szpileczek ma mi przypominać, że wciąż żyję. chcesz się dowartościować? fajnie. tylko nie moim kosztem.
nie będzie riposty. ale moja cierpliwość też kiedyś się kończy...
z cyklu kocham swoją pracę. cichej wojny z m. jednak ciąg dalszy. zastrzelił mnie...
- wy tak macie na zmianę.
- ale co mamy na zmianę? zdefiniuj stwierdzenie "na zmianę".
- focha.
- ...
- chociaż nie. ty masz częściej.
- ...
dylematy...
20.03.2008 :: 18:55
Komentuj (0)podobno o gustach się nie dyskutuje...
- bardziej sexy jest facet z dwudniowym zarostem czy bez?
- hm... to zależy. różnie bywa.
- jak różnie? albo lubisz, albo nie. proste. bródka jest sexy :-)
- no różnie. poważnie.
- no dobra. to od czego to zależy?
- hm... od faceta :-]
trzy kobiety + martini = genialny sposób na wszystkie babskie dylematy... :)
myslovitz
21.03.2008 :: 00:07
Komentuj (0)- znasz to? /Chciałbym umrzeć z miłości/
- oczywiście, że znam. chciałbyś...?
- hmmm zależy. z miłości tak, ale nie dla miłości.
- mhm...
- chciałbym umrzeć, jako stary szczęśliwy człowiek, niczego nie żałujący.
- chyba każdy tak właśnie by chciał...
myslovitz. lubiem.
przez przypadek ktoś przypomniał mi stare, dobre czasy...
masa wspomnień z tymi piosenkami. oj masa
szkoda, że nigdy nie miałam okazji być na ich koncercie. ale jak to powiedział pewien pan "jeszcze nie jestem taka stara" :-) cóż, komplement średnio udany, ale zawsze... hehe
rachunek sumienia
21.03.2008 :: 23:21
Komentuj (0)miałam zrobić. ale jakoś średnio wyszło...
ludzie mają większe grzechy niż moje. ale może żałują za nie, bardziej niż ja...
z nudów zrobiłam szybki rachunek tego, co sprawia mi przyjemność. lista wcale nie taka długa. choć pewnie brakło wielu rzeczy. wielu, wielu, wielu...
niemniej jednak, uwielbiam:
- czekoladę. mleczną. bez rodzynków
- dobre książki
- dostawać kwiaty. z okazji bez okazji
- eksperymenty kulinarne
- herbatki owocowe
- jeździć samochodem
- jabłkowo - miętowe tymbarki
- kino. na małym i dużym ekranie
- krainę dźwięków. zawsze i wszędzie /czyt. mp4/
- ludzi, którzy są zawsze, kiedy ich najbardziej potrzebuję
- podróże dookoła i na koniec świata. nawet te wirtualne
- robić zdjęcia
- scrabble. oczywiście w dobrym towarzystwie :-)
- solo gitarowe. kiedy nikt nie słyszy...
- spać
- stać pod wiaduktem, kiedy jedzie pociąg
- wino. białe, czerwone. najbardziej różowe.
- wiosnę
- zachody słońca
- zakopane
- żelki
- ...
świątecznie...
23.03.2008 :: 00:14
Komentuj (0)stałam w tłumie grzeszników. grzeszników, którzy na ostatnią chwilę zostawili sobie spowiedź z większych grzechów i całkiem malutkich grzeszków.
dostałam rozgrzeszenie...
właściwie bez umoralniania. i ku mojemu zaskoczeniu z wyrozumiałym wyjaśnieniem. nie wiem czy siedzący za drewnianą kratą słuchacz zrozumiał, co do niego mówiłam. sprawiał wrażenie, że tak. z jego słów wynikało, że tak. ale, co tak naprawdę ksiądz może wiedzieć o zawiłych relacjach damsko - męskich? tyle, że miłość, to uczucie nie zawsze tak proste i wspaniałe, jak w amerykańskim filmie? tyle, to ja sama wiem... a może po prostu jemu też było wszystko jedno. może po prostu on sam też był już tym wszystkim zmęczony...
prawdziwie radosnych i spokojnych Świąt...
przypadek...?
23.03.2008 :: 23:45
Komentuj (0)jak to jest, że ludzie przypadkowo znajdują w wyszukiwarce innych ludzi, przypadkowo zagadują i przypadkowo całkiem miło i przyjemnie im się gada... nie wiem. nie wnikam. chociaż nie powiem, jest to dla mnie, co najmniej zastanawiające...
...ten kto się cieszy z samotności, musi być
albo dziką bestią, albo bóstwem...
nie czuję się ani jednym, ani drugim. i jakoś żyję, chociaż...
coraz częściej prześladuje mnie wizja potencjalnego męża. wcale nie oszukuję się, że mam jeszcze duuuużo czasu. nie muszę się oszukiwać. naprawdę mam dużo czasu.
nie ma to jak święta. dziękuję Ci babciu za powtórkę z rozrywki...
i po świętach...
25.03.2008 :: 00:01
Komentuj (0)święta, święta i po świętach... heh
szybko zleciało. zdecydowanie za szybko. nie zdążyłam się wyspać. chociaż po takich snach, jakie ostatnio miewam, to się zastanawiam czy kiedykolwiek się wyśpię. chyba dopiero po śmierci...
uwielbiam jeździć samochodem.
uwielbiam. uwielbiam! uwielbiam!!!
a od dzisiaj kocham automaty :]
zwierzak
25.03.2008 :: 08:17
Komentuj (0)chyba budzi się we mnie zwierzak...
obawiam się, że to...
leniwiec :-)
taki nowy gatunek -
leniwiec unpospolitus to straszne, że po świętach trzeba iść do pracy. uh
nie przestawiłam się jeszcze z opcji "
nic-nie-robienia"
na opcję "
bierz-się-do-roboty"...
złego złe początki
25.03.2008 :: 16:10
Komentuj (0)chłód...
lekki mrozik...
przeszywające zimno...
oj, dobrze się to nie zapowiada.
i nawet gorąca herbata na niewiele się zdała.
chyba mnie jednak wczoraj przewiało... :(
chciałabym już wrócić do domku. marzę o podusi i cieplutkiej kołderce. a tu jeszcze masa pracy heh
trzy oddechy. głębokie. jutro środa. nie będę miała wyrzutów sumienia, że kolejny raz zaspałam do pracy...
uwielbiam środy...
26.03.2008 :: 12:49
Komentuj (0)piję kawusię. słodką. z mleczkiem. dokładnie taką, jak lubię.
zajadam jeżyka. niestety nie kokosowego :)
słucham babskich opowieści o życiu i śmierci. śmierci zwłaszcza, bo przecież ktoś śmiał wyłączyć tym wariatkom nasza-klasa.pl i teraz nie mogą się bidne odnaleźć :-) a jeszcze godzinkę i umrą z nudów :-)
nie myślę o niczym. no może poza tym, jak wyłączyć ten cholerny śnieg...
poza wszystkim, strasznie się cieszę szczęściem innych :-)
i już z niecierpliwością czekam do przyszłorocznego czerwca...
życie czasami jest piękne...
...
27.03.2008 :: 00:19
Komentuj (0)wciąż uciekam.
tak.
boję się miłości...
przedszkole...?!
27.03.2008 :: 15:53
Komentuj (0)mam tego dość!
PRZEDSZKOLE?! fajnie. przedszkole, to możesz sobie mieć w
domu, a nie w pracy! jak śmiesz twierdzić, że moim starszym nie wyszło moje wychowanie! sam się zastanów, jak wychowujesz swoje dzieci! albo właściwie, jak
ich nie wychowujesz...
przestań ubolewać nad tym, jak strasznie musisz się ze mną męczyć! spełnij wreszcie tą cholerną obietnicę. pożal się prezesowej, ile pracy kosztuje cię użeranie się ze mną! tylko daj jej prawdziwe podstawy do tego, że źle pracuję! opier... się?! NIE. nie robię tego, co należy do moich obowiązków?! NIE. a to, że lubię sobie pogadać o wszystkim i o niczym, to chyba nie jest grzech?!
tak. dzisiaj twój 'ulubiony' foch.
mam cholernie dość traktowania mnie, jak głupie, rozkapryszone dziecko...
gwóźdź...
29.03.2008 :: 00:10
Komentuj (0)fakt faktem, że jeszcze nie do trumny, ale...
po genialnym, chilloutowym wieczorze przyszła pora na wyciszenie. głupi dzień. wszystko na wariackich papierach. pięć tysięcy spraw do załatwienia, przy czym żadna tak naprawdę nie załatwiona na 100%. no dobra. prawie żadna. a prawie, jak powszechnie wiadomo robi wielką różnicę...
opowieści o żabach sprawiają mi całkiem niezłą frajdę. i zauważam dziwną prawidłowość, że im mniej ja jestem zorientowana, tym bardziej zorientowani są inni ludzie i tym bardziej inni ludzie bywają bardziej złośliwi, żeby nie powiedzieć wredni. dziwne... będę się nadal trzymać wersji, że ładność w tym wypadku jest rzeczą względną i nie wypada na ten temat polemizować. i chociaż mama uczyła, że nie wolno śmiać się z ludzi, określenie "siostra Kermita" wciąż wywołuje u mnie uśmiech szeroki od ucha do ucha :)
gwoździem okazał się pewien pan, o którym stanowczo za dużo ostatnio myślę. stanowczo. żadnych planów i żadnego nastawiania się. trzymam się wersji: co ma być, to będzie. chwila prawdy za miesiąc. tyle.
boli mnie głowa. tak bardzo nie miałam ochoty na dzisiejsze spotkanie. niestety nie zawsze jest tak, jak się chce. nie ma problemu? problemy nie znikają same. kryją się tylko w najczarniejszych zakamarkach duszy i kłują w odpowiednich momentach, żeby przypomnieć o swoim istnieniu. nic. trzy głębokie oddechy. co cię nie zabije, to cię wzmocni. a prędzej czy później każdy za swoje grzechy i tak w jakiś sposób odpokutuje...
filozoficznie
30.03.2008 :: 19:00
Komentuj (0)zapowiadało się strasznie nudno. ale było rewelacyjnie.
ekofilozofia jest genialna. tak. zdecydowanie polubiłam nowy przedmiot. chociaż może to po prostu pan od ekofilozofii jest genialny :-) życiowe anegdotki opowiadane, jak najciekawszy film, przez starszego profesora w ogniście pomarańczowym, zalanym wodą mineralną krawacie... wrażenia niezapomniane... :-)
przykład z wykładu wzięty. był extra, uśmialiśmy się do łez, dlatego postanowiłam uwiecznić :-) eksperyment przeprowadzony został na koleżance, która jako jedyna według pana profesora jest panną (dodam tylko, że uświadomiłyśmy mu, że wszystkie jesteśmy niezamężne :P). może spodobał mu się sweterek ilo :-) :
- jest sobota. przyjeżdża do pani narzeczony. idziecie na spacer. aleja. piękna pogoda. nad głowami splecione konary drzew. idziecie objęci, przytuleni. nagle na waszej drodze staje ogromny pies. chyba wściekły.
i teraz w skrócie trzy wersje zdarzeń
- widzi pani blond włosy aksamitny wąs uciekł przed psem na drzewo i zostawił panią samą. pogoniła pani psa i wąsa. ognisty brunet przestraszył psa i pobiegł za nim 5 kilometrów, znowu zostawiając panią samą. przystojny szatyn stanął w pani obronie, przegonił psa 5 metrów, wrócił, objął panią ramieniem i powiedział: "kochanie, ty drżysz" /cała sala w tym momencie leży na ławkach/ to któremu pozwoliła by pani przyjechać za tydzień ponownie?
- hm... żadnemu. za tydzień mam zajęcia :P
- no dobrze. ma pani rację. za dwa tygodnie. będzie bardziej tęsknił.
co to miało wspólnego z tematem zajęć?
tego chyba nie wie nikt... :-) :) :-)
życiowa lekcja
31.03.2008 :: 21:59
Komentuj (0)szukam korepetytora
cierpliwości.
wiadomość na miejscu...